Szczecin, 06 grudnia 2025

owce projekt polska wełna
Owce rasy uhruskiej oraz linii BCP. Fot. Maksymilian Perzynski

Wełna: naturalny skarb czy zbędny odpad? Jak uratować blisko tysiąc ton polskiego surowca i zadbać o planetę?

Polska wełna przez setki lat cieszyła się uznaniem wśród rzemieślników. Wyrabiano z niej ubrania, stosowano w budownictwie i ogrodnictwie. Niestety, w ostatnich 30 latach liczba polskich owiec, a co za tym idzie, również polskiej wełny radykalnie zmalała, a ta, którą uzyskujemy w większości zalega na śmietniku. Dlaczego tak jest, i czy można to jeszcze zmienić? Przecież niesamowite właściwości wełny się nie zmieniły - mówi w rozmowie z portalem Dolina OZE Ewa Rozkosz, jedną z inicjatorek Projektu Polska Wełna.

Rozmowa powstała z inicjatywy pracowni Karola Knitt and Wear w Szczecinie 

Skąd w ogóle Projekt Polska Wełna, jak on się narodził? Po co w ogóle wracać do czegoś, co prawie umarło śmiercią naturalną?

Siedzę mocno w rękodzielnictwie od zawsze i jestem dziewiarką. W związku z tym śledzę dyskusje i różne materiały na temat dziewiarstwa, które ukazują się w mediach społecznościowych. Obejrzałam film dziewiarki i projektantki dzianin – Iwony Eriksson. Zrelacjonowała w nim swój udział w szwedzkim owczym feście. To wydarzenie łączyło promocję owiec oraz produktów owczych, w tym wełny. W swoim materiale Iwona zaczęła zadawać sobie i słuchaczom różne pytania, co można zrobić, żeby powiedzmy ta nasza polska wełna była przyjemniejsza, lepsza. Słuchając tych pytań pomyślałam, że warto byłoby je nieco przebudować i przesłać do osób bliżej związanych z owczarstwem. Postanowiłam zadać te pytania Polskiemu Związkowi Owczarskiemu. I tak to się zaczęło. 

Otrzymała Pani odpowiedź na swoje pytania?

Tak, Związek odpisał mi. Moje pytania dotyczyły krzyżowania różnych ras owiec – górskich z merynosami – w celu uzyskania lepszej wełny. 

Ewa Rozkosz w samodzielnie udzianym swetrze z ręcznej przędzy wykonanej z wełny merynosa polskiego barwnego.

Dziś wiem, że te pytania świadczyły o mojej dużej ignorancji i niewiedzy o prowadzonych obecnie i w przeszłości pracach hodowlanych i ich ograniczeniach, ale to był dobry początek. Napisałam do Iwony o mojej korespondencji ze Związkiem i zaczęłyśmy rozmawiać. Do tych rozmów dołączyła koleżanka Iwony – Ania Bednarz prowadząca serwis Muzeum Polskiego Dziewiarstwa. W toku rozmów zrodził się pomysł, aby wypromować wełnę z polskich owiec w środowisku dziewiarek. Późniejsze koleje losu, pewne różnice w wizji tego, w którą stronę projekt ma zmierzać, jaką ma mieć formę, a także obciążenia czasowe sprawiły, że nasze ścieżki się rozeszły. Dzisiaj kontynuuję  projekt wraz z Maksymilianem Perzyńskim, studentem Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie, który jest partnerem merytorycznym. Co warto podkreślić, mimo młodego wieku, posiada imponującą wiedzę na temat owczarstwa.

Aktualnie projekt ma z jednej strony charakter promocyjny, czyli pokazuje właściwości polskiej wełny, omawia różne zagadnienia z nią związane. Z drugiej natomiast jest to podróż po historii polskiej wełny. W tę podróż właśnie ruszyliśmy razem z Maksymilianem nie tylko metaforycznie, ale i dosłownie. Jeździmy do różnych miejsc związanych z wełną, rozmawiamy z hodowcami owiec i ludźmi związanymi z przetwórstwem wełny. Mamy nadzieję, że w efekcie naszych rozmów, spotkań, a także analizy archiwów oraz innych materiałów, w przyszłości zrodzi się książka. Taki jest plan.

Co z tych eksploracji wynika, czy są już jakieś pierwsze wnioski lub obserwacje? 

To jest świeża sprawa, dlatego że projekt wystartował w tym roku. Ale mamy mnóstwo spostrzeżeń. Czas wełny jako produktu tekstylnego pozwalającego owczarzom na utrzymanie gospodarstwa skończył się bezpowrotnie. I mimo że pewne drzwi się zamknęły – wełna budzi wielkie emocje. Emocje te są obecne u ludzi, którzy pracowali z wełną od lat, a ich zakłady przestały istnieć lub zmieniły się z wielkich kolosów w niewielkie, walczące o utrzymanie na rynku firmy. Emocje są również obecne wśród rzemieślników, którzy pracują z polską wełną. Grono odbiorców ich produktów jest ograniczone do specyficznej grupy rękodzielników. Także to niełatwy biznes. Emocje obecne są również wśród rękodzielników, bo wiele osób sięgając po polską wełnę to osoby jednocześnie samodzielnie ją przędzące, współcześni romantycy. Wracając do czasów prosperity wełny, zagłębiając się w temat dostrzegamy, jak niewiele wiemy o tym, jak funkcjonował rynek wełny w PRL-u i że to ostatni moment na uchwycenie historii ludzi wełny, które w przeciwnym wypadku odejdą w zapomnienie.

Projekt Polska Wełna jest dedykowany wąskiemu gronu odbiorców, ogólnie osobom związanych z rękodzielnictwem. One mają uratować polską wełnę?

Kocham rękodzieło, ale muszę być uczciwa względem samej siebie, a jeszcze bardziej względem hodowców owiec. Rękodzielnicy nie uratują polskiej wełny. Powód jest prozaiczny spójrzmy na liczby. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, w Polsce w 2024 roku było około 275 tysięcy owiec. Natomiast  średnia ilość wełny uzyskiwana od jednej owcy, oczywiście mówimy o wełnie potnej, nieupranej, wynosi ok. 3,5 kilograma. Stąd można łatwy rachunek przeprowadzić, że przybywa nam ok. 900 ton wełny każdego roku. Gdyby polskie dziewiarki sięgały tylko po polską wełnę, to nadal nie byłyby w stanie zagospodarować takiej ilości. To nie jest ten kierunek.

To jaki kierunek Pani widzi, jaką szansę, jeżeli chodzi o środowisko dziewiarskie i dlaczego to jest ważne? 

W projekcie mamy mocno wyeksponowany slogan i on jest np. dla mnie strasznie ważny, że wełna nie jest anonimowa, bo pochodzi od owcy określonej rasy. Natomiast anonimowość sprowadza się do tego, że postrzegamy wełnę jako jednolity surowiec,  taki sam bez względu na owcę. W Polsce mamy kilkadziesiąt ras owiec. Kilkanaście z nich jest objętych specjalnym programem ochrony zasobów genetycznych. Dlatego owce tej rasy dominują liczebnościowo w Polsce z uwagi na to, że hodowla owiec jest mało opłacalna, a dotacje z programu wspomagają hodowcę i sprawiają, że hodowla w ogóle ma sens od strony finansowej. To, co jednak chciałam podkreślić, to to, że każda z tych owiec ma inną wełnę. Odejście od anonimowości wełny oznacza rozumienie różnic pomiędzy cechami wełny, przeznaczeniem wełny, jej możliwościami w zależności od rasy owiec, z których ta wełna pochodzi. Wierzę, że środowisko dziewiarek ma ważną rolę do odegrania. Wełnę postrzegam jako element naszego dziedzictwa kulturowego i agrarnego. Uważam, że dziewiarki mogą – poprzez swoje zainteresowanie polską wełną – podtrzymać pamięć o tej wełnie, jej walorach, jej różnorodności. Ważne są również działania związane z ręczną obróbką wełny. Cieszy to, że w Polsce rozwija się rzemieślnicza obróbka wełny. Powstają organizacje i małe firmy, które przetwarzają wełnę z polskich owiec. Wśród tych przetwórców znajdują się również hodowcy. Znam przynajmniej kilku takich hodowców. Z drugiej strony mamy osoby, które przędą polską wełnę oraz osoby zainteresowane, aby taką przędzę wykorzystywać później do projektów dziewiarskich. Z perspektywy zagospodarowania polskiej wełny jest to jednak promil, no może niewielki procent. A więc rola rękodzielników jest taka, jaką odgrywają muzea względem dzieł sztuki czy skanseny względem dawnych przedmiotów użytku codziennego. Natomiast to nie jest ten kierunek, który pozwoli zagospodarować wspomniane przeze mnie 900 ton rocznie. 

Jednak kiedyś w Polsce nie było problemu z zagospodarowaniem takiej, a nawet większej ilości wełny 

Kiedyś rynek Polski komunistycznej, czasów słusznie minionych, przyzwyczaił nas do tego, że to było załatwione w sposób scentralizowany. To oznacza, że mieliśmy całą sieć punktów, w których wełnę skupowano za dobre, adekwatne do nakładu pracy pieniądze. Taki rolnik nie dość, że zarabiał, to mógł rozwijać też swoje gospodarstwo. Cena zachęcała też do tego, aby dbać o owce i ich wełnę. Potem wełna szła do pralni, a później była przetwarzana w licznych zakładach tekstylnych. Teraz tego przemysłu tekstylnego w takiej skali jak dawniej już nie mamy. W Polsce zachowały się wprawdzie trzy pralnie wełny. W jednej z nich miałam przyjemność być, ale tam kiedyś pracowało 700 osób, a dzisiaj pracuje kilkadziesiąt, co też daje wyobrażenie, jak wiele się zmieniło. 

Merynosy polskie w starym typie. Fot Maksymilian Perzynski

Dlaczego wtedy ten przemysł wełniany tak dobrze funkcjonował? 

Mieliśmy gospodarkę centralnie sterowaną i stałego odbiorcę. Znaczna, o ile nie większa część wełny była przetwarzana na potrzeby wyrobów dla wojsk krajów radzieckich i krajów satelickich. Szła na mundury, walonki i inne produkty wełniane na potrzeby wojska, takie jak koce na przykład. To wszystko szło na eksport. Oczywiście ten odbiorca zniknął. Wiadomo, że nasze relacje gospodarcze uległy zmianie po 1989 roku. Ale gwoździem do trumny wełnianego przemysłu tekstylnego w Polsce i szerzej w Europie było coś innego. Zalał nas plastik i po prostu możliwość produkowania bardzo tanich wyrobów, oczywiście o zupełnie innych właściwościach, już nie tak wspaniałych jak w przypadku wełny, ale tanich i ze sztucznych włókien. To nas pokonało. Gdybyśmy byli świadomymi odbiorcami, świadomymi uczestnikami rynku, rozumielibyśmy lepiej te procesy rynkowe i bylibyśmy gotowi, żeby ten rynek wspierać naszymi portfelami, to może by jeszcze ten rynek tekstylny ocalał.

Jednak większość konsumentów patrzy na portfel i na to ile zapłaci za ubrania. 

To prawda. Z jednej strony mamy duże sieciowe sklepy pełne tanich ubrań, najczęściej szytych w krajach rozwijających się. Z drugiej strony niska cena sprawia, że wiele osób stać na kupowanie dużej liczby ubrań, kupowanie rzeczy w każdym sezonie. To wytworzyło cały schemat tak zwanej szybkiej mody. Zgodnie z tym schematem idziemy do sklepu, gdzie każdego roku mamy nowe fasony, desenie, kolory i kupujemy ubrania za niewielką cenę. Wiele osób ignoruje fakt, że to rzeczy niezdrowe dla ciała i generują mikroplastik. Taka jest współczesna moda i to, że będziemy mieć kilku bardziej świadomych konsumentów, nie zmieni ogólnego trendu. Choć oczywiście powinniśmy nad tym pracować, żeby go zmienić, żeby mieć tę świadomość konsumencką, co się skąd bierze. A więc dostęp do tanich, syntetycznych ubrań wyprodukowanych przede wszystkim w Azji, doprowadził do upadku naszego przemysłu tekstylnego, w skład którego wchodziły nie tylko pralnie i przędzalnie wełny, ale również zakłady tkackie i szwalnie. Wystarczy rozejrzeć się po krajobrazie głównych ośrodków związanych z tym przemysłem, Łodzi czy Bielsku Białej, żeby zobaczyć, że to już jest historia, że tych zakładów nie ma i to, co pozostało, tak naprawdę walczy o życie. 

Więc jakie są z tego wnioski dla wełny?

Wnioski są takie, że my nie możemy dzisiaj patrzeć na wełnę wyłącznie jako na produkt tekstylny. Myślenie o tym, że np. my – dziewiarki uratujemy wełnę jest błędne. Mimo mojej całej miłości do dziewiarstwa, rękodzielnicy mają inną rolę do odegrania. To jest ta właśnie rola podtrzymania wykorzystania wełny jako elementu żywego dziedzictwa kulturowego. Aby to się wydarzyło i faktycznie polska wełna stała się elementem polskiego dziewiarstwa musimy wywierać delikatny nacisk na producentów włóczek, pokazywać nasze zainteresowanie, nasz głód polskiej wełny. Dziś włóczki z polskiej wełny nie są niestety dostępne powszechnie sklepach, np. w dziewiarskich pasmanteriach. Mamy nadzieję, że to się zmieni.

Owce pomorskie. Fot. Maksymilian Perzynski

Natomiast, jeżeli chodzi o zagospodarowanie większości wełny, to tu są zupełnie inne kierunki wynikające właśnie z tych cudownych właściwości tego surowca. To między innymi jej biodegradowalność, to że ona w momencie, kiedy się rozkłada i kiedy jest konsumowana przez bioorganizmy w glebie, to może być cudownym nawozem. Są już takie produkty jak nawozy wytworzone w całości z wełny. Niestety bardzo ciężko jest im konkurować z chemicznymi nawozami, co jest bardzo smutne w czasach, gdy mówimy o tym, że powinniśmy być bardziej eko. Druga sprawa, wełna może być fenomenalnym materiałem do zastosowań budowlanych, ponieważ ma właściwości izolacyjne, a jednocześnie jest włóknem niepalnym. Przed laty wełna wykorzystywana była do wytwarzania ubrań dla strażaków. Jeżeli porównamy sobie włókno wełniane z włóknami syntetycznymi, które są używane w budownictwie, to tutaj mówimy o kilkukrotnie wyższej temperaturze zapłonu w przypadku wełny niż w przypadku tworzyw sztucznych.

Mówimy też o większej trwałości, a także większym bezpieczeństwie pracy z takim materiałem, bo jakby wszyscy wiemy jak to jest np. z wełną szklaną. Kiedyś z mężem poprawiliśmy jakieś niedoróbki przy poddaszu i pokaleczyłam sobie nią palce. Gdyby ocieplenie było wykonane z prawdziwej wełny, ta sytuacja w ogóle nie miałaby miejsca. Dziś cały czas trwają prace nad poszukiwaniem innowacyjnych form wykorzystania wełny czy to w budownictwie, w meblarstwie czy w ogrodnictwie.

To jest bardzo duże wyzwanie dla pojedynczego hodowcy, który np. boryka się z takim problemem, że właściwie już nie ma takich skupów wełny jak to dawniej.

Tak, pozostali odbiorcy komercyjni, którzy skupują wełnę za cenę poniżej kosztów strzyży. Czyli dziś hodowca za ostrzeżenie owcy zapłaci więcej niż warta jest na rynku wełna. Najczęściej nie opłaca się jej nawet zawozić do sprzedaży. Bardzo często wełna staje się od razu po strzyży odpadem, gdyż zalega w dużych big bagach na bardzo wielu hodowlach owiec. I to jest smutny obraz. Bo z jednej strony znamy te  niesamowite właściwości wełny, jak termoizolacyjność, biodegradowalność, zdolność oddawania azotu i innych składników odżywiających do gleby. Natomiast dzisiaj z perspektywy hodowcy, to są tematy bardzo odległe, oni patrzą na to trochę ze śmiechem, trochę z niedowierzaniem, że inna droga dla wełny jest możliwa 

Czyli musiałby się pojawić jakiś genialny naukowiec albo jakiś inżynier, który by pokazał jak wykorzystać wełnę

Ale są już takie osoby. Są prowadzone takie prace. Dobrym przykładem jest ośrodek w Bielsku Białej, gdzie jest grupa badawcza prowadzona przez profesora Jana Brodę i chwała im za to, bo robią wspaniałe rzeczy. Natomiast od tej pracy ściśle naukowej do wdrożenia i zainteresowania przez rynek jeszcze daleka droga. Być może dotyczy też to pewnych trudności związanych z kwestiami legislacyjnymi, Z jednej strony wełna nie jest kwalifikowana bezpośrednio jako odpad, tylko jako produkt odzwierzęcy i to też rodzi pewne zobowiązania, co i w jaki sposób można z nią zrobić. To również może być pewną przeszkodą dla obróbki tego materiału. Co ciekawe materiałów sztucznych te ograniczenia nie dotyczą. 

A jak pod tym względem wyglądamy w porównaniu z innymi krajami. Jest  większe zastosowanie wełny naturalnej np. w budownictwie, w branży tekstylnej czy tam też jest taki problem jak u nas? 

Jeżeli chodzi o to wykorzystanie w obszarze tekstylnym, to jest troszeczkę większe w innych krajach. Oprócz dużych producentów wytwarzających przędzę na bazie alpak czy merynosów zza oceanu, funkcjonują tam małe przetwórnie lokalnej wełny, z których wychodzi gotowa mechaniczna przędza. Stanowią połączenie małych pralni, zgrzeblarni z niewielką  przędzalnią. Tego rodzaju rozwiązań bardzo brakuje w Polsce. Wspomniane przetwórnie spotkać można w takich krajach jak na przykład Wielka Brytania, Portugalia, czy Francja. Podkreślić jednak trzeba, że nadal zagospodarowują one bardzo niewielki procent wełny. Od 80 proc. wzwyż wełny nadal się marnuje i to jest problem, który dotyczy całej Europy. Więc te poszukiwania zastosowań, technologii są ponad krajowe. Nie dzieją się tylko w Polsce, ale również w innych częściach Europy.

Jak przekonać dziewiarki, aby zaczęły sięgać po polską wełnę, a nie po inną. Czym takim się wyróżnia nasza wełna od np. portugalskiej, hiszpańskiej, włoskiej?

Przede wszystkim polska wełna nie jest gorsza! Dzisiejszy marketing włóczkowy każe nam myśleć, że istnieją dwa rodzaje wełny: merynosowa i inna. Tymczasem tylko w Polsce chowanych jest kilkadziesiąt ras owiec. A każda z nich ma swoją charakterystyczną wełnę. Oczywiście ta merynosowa jest najcieńsza, ale nie jedyna godna uwagi, jeżeli chodzi o dziewiarstwo. W PRL-u niemal co druga owca była merynosem. Dzisiaj merynosy stanowią niespełna 20 proc. całego pogłowia owiec. Jednak nadal tej wełny merynosowej powstaje sporo. I oczywiście jest to produkt z perspektywy przemysłu tekstylnego najbardziej pożądany, dlatego że to włókno ma najlepsze cechy z perspektywy użytkownika końcowego. Jest bardzo cienkie, a dzięki temu miękkie i nie posiada w ogóle włókien grubych i rdzeniowych, które mają gorsze właściwości przędne i mogą gryźć. Nie bez powodu wełna merynosowa cieszy się tak dużym zainteresowaniem. W Europie na pewno jest widoczny trend sięgania po rustykalne włóczki, czyli takie przędze, które są wyprodukowane z innych niż merynosowe włókien albo merynosowych, ale już nie tak głęboko przetworzonych. Taka wełna nie jest wprawdzie już super mięciutka, ale ma inne interesujące cechy, pozwala na wydzierganie trwałych żakardów lub swetrów z pięknie wyeksponowanymi warkoczami. 

Jak wspomniałam mamy w Polsce trochę merynosów, z których można byłoby wyprodukować przędzę porównywalną do tej portugalskiej czy francuskiej. Oczywiście wełna od naszych polskich merynosów, z uwagi na warunki klimatyczne i też sposób prowadzenia hodowli, będzie miała gorsze parametry niż np. wełna z portugalskiego merynosa, ale wciąż będzie to wełna cienka, a poprzez to wspaniała w obróbce i późniejszym przerabianiu na drutach. Wspomniałam o różnicach w hodowli. Dziś w Polsce nie prowadzi się już hodowli ukierunkowanej na wełnę, a więc sposób żywienia, dobór tryków do rozrodu, a nawet organizacja owczarni, to wszystko jest dziś w Polsce ukierunkowane na doskonalenie cech mięsnych owcy, a nie doskonalenie ich wełny. Ale ta wełna wciąż jest i mogłaby dać dużo radości niejednemu rękodzielnikowi. 

Widzi Pani zainteresowanie polską wełną wśród dziewiarek?

Niestety ciągle niewielkie. Myślę, że jednym z winowajców jest pewien mit. Wiele dziewiarek miało styczność z owcą od owiec górskich, cakla podhalańskiego i polskiej owcy górskiej. Ich wełna jest gruba, a dzięki temu super ciepła, ale niestety gryzie. To gryzienie wynika ze składu wełny, obejmuje ona trzy frakcję włókien, w zewnętrznej frakcji znajdują się grube włókna rdzeniowe, których średnia wynosi nawet 80 -70 mikronów. Dla porównania merynos polski albo merynos polski starego typu ma średnicę włókna w granicach dwudziestu kilku mikronów, czyli kilka razy mniejszą. A  średnica włókna jest jednym z parametrów, które wpływa na to, czy ten produkt, a później dzianina zrobiona z takiej wełny będzie gryzła. To ma duże znaczenie dla wielu osób. I oczywiście są amatorzy takiej wełny górskiej, na przykład ja ją bardzo lubię i nie chciałabym, żeby zabrzmiało to co wcześniej powiedziałam jak antyreklama dla tej wełny. Wełna górska jest ważną częścią kultury, z niej są cudowne wyroby. Mam wielki szacunek dla ludzi związanych z obróbką wełny górskiej. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że dla niektórych użytkowników ten rodzaj wełny, jakby te odczucia są nie do zaakceptowania z uwagi na przykład na wrażliwość skóry. Wrażliwość na wełnę to kwestia bardzo indywidualna i potwierdzają to badania naukowe. To, co będzie dla jednego akceptowalne, drugiego będzie gryzło przeokrutnie. Bardzo się pod tym względem różnimy. 

Wiele osób miało do czynienia z polską wełną tylko w postaci wełny od owiec górskich. Z tego powstał ten mit, że każda polska wełna będzie gryzła. Projekt Polska Wełna chce walczyć z tym mitem jednocześnie nie piętnując całego dorobku kulturowego, który wiąże się z wełną z gór.

Dzisiaj przeżywamy wielki zachwyt kolorowymi super miękkimi włóknami, które najczęściej zostały głęboko przetworzone. Co w tym złego?

Podczas przetwarzania włókna stosuje się proces tak zwanego superwash. W tym procesie właściwie niszczy się włókno, jego zewnętrzną warstwę. Używa się przy tym najczęściej bardzo dużej ilości chloru. Następnie pokrywa się włókno powłoką polimerową. To, co jest puszczone w obieg z oznaczeniem 100 proc. wełna jest więc w moim odczuciu pewnym niedopowiedzeniem. Spotkałam się niedawno z wypowiedzią pewnej podcasterki, o etykietach wełny superwash jako formie greenwashingu. W pełni zgadzam się z takim punktem widzenia. Włókno takiej wełny wprawdzie będzie super mięciutkie, ale pozbawione wielu właściwości wełny. Ona już nie będzie na przykład odporna na zapachy w takim stopniu jak nieprzetworzona głęboko wełna. I tu mała dygresja. Sprawiliśmy sobie kiedyś z mężem wełniane skarpetki, ale nie z wełny superwash. To była prawdziwa, niegłęboko przetworzona wełna. I testowaliśmy te skarpetki na nartach.

Po trzech dniach powiedziałam mojemu mężowi, że jednak może zmieńmy skarpetki, bo trochę głupio na czwarty dzień nosić te same, ale one po prostu brzydko nie pachniały. Ta wełna superwash już tych właściwości nie ma. Ona nie jest również biodegradowalna jak nieprzetworzona wełna, co więcej, wytwarza mikroplastik. Czyli ma wiele cech tworzywa sztucznego, tymczasem mnóstwo dziewiarek nieświadomie sięga po ten produkt, ufając w to, że po prostu sięgają po wełnę. I że to będzie wełna z jej wszystkimi super cechami. Tymczasem to taki przebieraniec trochę.

Są odpowiednie oznaczenia na metce tej wełny? 

Tak, na etykiecie znajduje się informacja, że jest to superwash, natomiast nie każdy wie o co chodzi. Albo nawet jak słyszą, to nie wiedzą, na czym ten superwash polega i jak zmienia właściwości wełny. Kupują powiedziałabym obietnicę, że to jest wełna. W gruncie rzeczy to jest wprowadzanie w błąd konsumentów poprzez niedopowiedzenie, natomiast z punktu widzenia przepisów prawa wszystko się zgadza. 

W jakim kierunku chcielibyście zmierzać z projektem Polska Wełna? 

Jeżeli chodzi o projekt, to jest kilka celów. Po pierwsze, wytworzenie głodu polskiej wełny w środowisku dziewiarskim, to znaczy zwiększenie świadomości na temat wełny, w tym polskiej wełny. Mamy taką nadzieję, że to zwiększenie świadomości również przyczyni się do tego, że będzie ten głód przędzy z polskiej owcy. A jak jest głód, to być może będzie i większe zainteresowanie wełną jako surowcem wśród obecnych na polskim rynku producentów włóczek. Oni korzystają wprawdzie z zagranicznej infrastruktury przetwarzania wełny, ale mogliby jak najbardziej sięgnąć po polską wełnę, tworząc na przykład mniejsze eksperymentalne serie włóczek opartych na naszym krajowym surowcu. Drugim celem jest pobudzenie dyskusji o polskiej wełnie, aby stała się ona ważnym i obecnym tematem wśród rękodzielników, ale nie tylko.. Wierzymy w to, że te kręgi, w których się poruszamy są większe, nie działamy wyłącznie w obrębie małych baniek informacyjnych, bo każda dziewiarka ma w swoim gronie również inne osoby. W ten sposób chcemy troszeczkę wyjść poza środowisko dziewiarskie. 

Z tym pierwszym celem wiąże się jeszcze jedno. Staramy się również pokazywać  infrastrukturę związaną z obróbką wełny i też łączyć ludzi, organizacje, firmy, być takim hubem, który łączy podmioty zainteresowane polską wełną. Na przykład dziś mamy sporo dziewiarek, które chciałyby sięgnąć po polską przędzę, lecz na rynku nie ma łatwo dostępnej polskiej przędzy, nie znajdziemy jej w pasmanteriach. W związku z tym pokazujemy, że można taką przędzę nabyć bezpośrednio od prządek, które przetwarzają wełnę z polskich owiec.

Czyli pokazujecie, że w ogóle jest taka możliwość i że w ogóle ta przędza nadaje się do wykonywania bardzo nowoczesnych produktów?

Tak. Teraz jestem w fazie przygotowywania takiego materiału, który pokazuje, jak można z takiej ręcznie wykonanej przędzy zrobić na drutach bardzo ładne i współcześnie wyglądające rzeczy. Oczywiście w tym zakresie są bardzo różne podejścia. Jedni wolą tradycyjne wzornictwo, inni bardziej nowoczesne. Nam chodzi tutaj o pokazanie możliwości i wytworzenie też takiej mody w środowisku dziewiarskim na wykonywanie jednego projektu rocznie – np. swetra, czapki czy mitenek – z polskiej wełny. Wiemy, że przędza ręcznie uprzędziona to jest produkt luksusowy, drogi. W związku z powyższym zdajemy sobie sprawę, że większość dziewiarek po prostu nie będzie stać na dzianie wyłącznie z polskiej wełny. Ale jeden projekt rocznie, to jest coś, co naszym zdaniem jest w zasięgu każdego.

I trzecia sprawa to jest rekonstrukcja historii polskiej wełny. W czasach, kiedy polska wełna królowała na polskim rynku. Poznanie i zrozumienie historii polskiej wełny, ludzi polskiej wełny, wydaje się być kluczowe dla zrozumienia tego, co dzieje się z nią dzisiaj, a opisanie będzie hołdem dla pracy tych ludzi.

Dziękuję za rozmowę 

Rozmawiał Tomasz Klek

Popularne artykuły

ostatnio dodane

kontakt

Dolina OZE

telefon: 732722915

mail: kontakt@dolinaoze.pl